„Miłość do siebie” to pojęcie, które w ostatnich latach często pojawia się w poradnikach psychologicznych, mediach społecznościowych i rozmowach o relacjach. Dla części osób jest kojarzona z dbaniem o zdrowie psychiczne i dobrostanem. Dla innych – z ryzykiem przesadnego skupienia na sobie.
W relacjach bliskich miłość do siebie może wspierać zdrowe funkcjonowanie, ale może też być używana jako uzasadnienie wycofywania się z kontaktu czy unikania odpowiedzialności. Dlatego warto doprecyzować, co oznacza miłość do siebie w praktyce oraz jak odróżnić troskę o siebie od egoizmu.
W tym tekście wyjaśniamy, czym jest miłość do siebie w ujęciu psychologicznym, jak może wpływać na związki i inne relacje bliskie, oraz w jaki sposób komunikować swoje potrzeby i granice w sposób bardziej czytelny i bez przemocy.
W języku badań naukowych zamiast szerokiego hasła „miłość do siebie” częściej używa się pojęcia samowspółczucie (self-compassion). Kristin Neff, jedna z najczęściej cytowanych badaczek w tym obszarze, definiuje samowspółczucie jako postawę bycia po swojej stronie w sytuacji cierpienia – z jednoczesnym uznaniem własnych ograniczeń i odpowiedzialności (Neff, 2003; Neff, 2023).
W klasycznym ujęciu samowspółczucie obejmuje trzy wzajemnie powiązane komponenty:
W nowszych opracowaniach te trzy komponenty są rozwijane do sześciu wymiarów: wzrostu życzliwości, uważności i poczucia wspólnoty oraz spadku samokrytycyzmu, izolacji i nadmiernego utożsamienia się z własnymi myślami (model sześciu elementów samowspółczucia opisany m.in. w przeglądzie Neff, 2023, Annual Review of Psychology). Z praktycznego punktu widzenia oznacza to mniej „biczowania się” i mniej uciekania od odpowiedzialności, a więcej realistycznego patrzenia na siebie.
Miłość do siebie w takim znaczeniu nie polega na przekonaniu „zawsze mam rację”, ale na zdolności do powiedzenia sobie: „to, że popełniam błędy, nie odbiera mi prawa do szacunku – także własnego”. To istotny punkt wyjścia do dalszej pracy nad relacjami, bo silne, chroniczne poczucie wstydu sprzyja obronności i agresji, a nie współpracy.
Jeżeli temat regulacji emocji jest dla Ciebie ważny, możesz zajrzeć także do tekstu „Regulowanie emocji – skuteczne strategie, które naprawdę działają”, w którym opisujemy, jak konkretnie pracować z napięciem, lękiem i złością na poziomie codziennych nawyków.
W ostatnich latach opublikowano kilka ważnych prac przeglądowych dotyczących samowspółczucia i jakości relacji. Jedna z nich – przegląd literatury opublikowany w czasopiśmie Mindfulness – wskazuje, że wyższy poziom samowspółczucia wiąże się z wieloma korzyściami w relacjach bliskich: większą satysfakcją, lepszą jakością komunikacji, większą zdolnością do naprawy po konflikcie oraz mniejszą liczbą zachowań agresywnych i wycofujących.
Badania par romantycznych prowadzone przez Kristin Neff i współpracowników pokazują z kolei, że osoby bardziej samowspółczujące:
Zależności te nie są jednostronne. Przeglądy badań sugerują, że relacje mogą działać dwukierunkowo: dobre relacje sprzyjają rozwojowi samowspółczucia, a samowspółczucie sprzyja budowaniu zdrowszych relacji. To ważne, bo przesuwa akcent z „miłość do siebie albo relacja” na „miłość do siebie i relacja wzajemnie się wzmacniają”.
Podobne zależności widać także poza związkami romantycznymi: u rodziców, którzy okazują samowspółczucie sobie, częściej obserwuje się bardziej wspierające style wychowawcze, a u ich dzieci – wyższy poziom dobrostanu i lepszą regulację emocji. Ten wątek rozwijamy szerzej w artykułach o relacjach rodzinnych, m.in. „Emocje w rodzinie a zachowanie dziecka” oraz „Jak rodzic może wspierać dziecko – emocje, więź i granica między wsparciem a presją”.
Jednym z kluczowych obszarów, w których miłość do siebie jest często mylona z egoizmem, są granice. Granice psychologiczne to sposób, w jaki określamy, co jest dla nas akceptowalne w relacji, jakiego rodzaju zachowań nie przyjmujemy oraz jak dzielimy odpowiedzialność za emocje i decyzje.
W artykule „Granice w relacjach – jak je stawiać bez poczucia winy” piszemy szerzej o tym, że granice nie są murem ani testem miłości, ale przestrzenią, w której obie osoby mogą być w miarę bezpieczne. W kontekście miłości do siebie warto dodać kilka elementów:
Z tej perspektywy miłość do siebie to nie tylko umiejętność powiedzenia „nie”, ale także gotowość do tego, by to „nie” było komunikowane w sposób możliwie jasny, przewidywalny i zrozumiały. Przykładowo:
Miłość do siebie jest więc powiązana z granicami, ale nie sprowadza się do zdania „tak mam, zaakceptuj albo nie”. To raczej połączenie świadomości własnych ograniczeń z gotowością do rozmowy o tym, jak obie strony mogą funkcjonować w kontakcie.
Badania nad stylami przywiązania pokazują, że sposób, w jaki budujemy relacje w dorosłości, jest powiązany z tym, jakie doświadczenia bliskości mieliśmy wcześniej. W Psycholink opisujemy to szerzej w tekstach „Unikający styl przywiązania – dlaczego bliskość bywa trudna” i „Lękowy styl przywiązania – jak wpływa na relacje”.
W dużym uproszczeniu:
Brak miłości do siebie może przyjmować różne formy w zależności od stylu przywiązania. W stylu unikającym będzie to często minimalizowanie własnych uczuć i potrzeb („to nieważne, daj spokój”), w stylu lękowym – nadmierne podporządkowanie i rezygnacja z siebie, byle tylko utrzymać relację.
Samowspółczucie w badaniach wiąże się z bardziej bezpiecznym stylem przywiązania i mniejszym lękiem przed bliskością. W praktyce oznacza to zdolność do uznania: „mam prawo do swoich granic i emocji”, ale także: „relacja może mnie czasem frustrować, a mimo to warto w nią inwestować”. Miłość do siebie nie znosi potrzeby bliskości – raczej ją porządkuje.
Konflikt nie jest oznaką złej relacji, ale braku konfliktu też nie można automatycznie uznać za zdrowie. Z badań wynika, że to sposób radzenia sobie z konfliktem ma największe znaczenie dla jakości związku. Osoby o wyższym samowspółczuciu częściej wybierają strategie konstruktywne: rozmowę, szukanie wspólnego rozwiązania, gotowość do przeprosin.
Z perspektywy regulacji emocji miłość do siebie oznacza m.in. zdolność do:
W artykule „Jak radzić sobie ze stresem na co dzień” piszemy szerzej o strategiach redukowania napięcia. W kontekście relacji szczególnie istotne jest, by techniki regulacji emocji (oddech, ruch, przerwa, kontakt z ciałem) były używane po to, by wrócić do rozmowy, a nie po to, by ją trwale przerwać bez wyjaśnienia.
Nie każde odwołanie do miłości do siebie jest konstruktywne. Zdarza się, że pod tym hasłem kryją się mechanizmy unikania, obrony lub przemocy emocjonalnej. Przykłady:
W takich sytuacjach miłość do siebie zamienia się w formę kary relacyjnej. Podobne mechanizmy opisujemy w artykułach „Toksyczny związek – jak rozpoznać i z niego wyjść” oraz „Gaslighting – przemoc emocjonalna i manipulacja”, gdzie pokazujemy, jak subtelne strategie wycofywania ciepła, nagłego znikania czy obwiniania drugiej osoby mogą z czasem niszczyć poczucie własnej wartości.
Miłość do siebie nie polega na tym, by nigdy nie czuć dyskomfortu w relacji. W wielu badaniach podkreśla się, że zdrowa bliskość wiąże się czasem z trudnymi rozmowami, konfrontacją, przyznaniem się do błędu. Miłość do siebie oznacza w tym kontekście tyle, że w takich rozmowach nie poświęcamy siebie „do zera”, ale też nie rezygnujemy z relacji przy pierwszym napięciu.
W debacie publicznej często pojawia się uproszczone przeciwstawienie: „zdrowa niezależność” kontra „chora zależność od drugiej osoby”. Psychologia relacji odróżnia jednak kilka poziomów:
Temat ten rozwijamy szerzej w tekstach „Bliskość a zależność” oraz „Współuzależnienie – co to jest i jak je rozpoznać”. W kontekście miłości do siebie istotne jest, że:
Miłość do siebie w ujęciu psychologicznym szuka równowagi: uznaje prawo do wsparcia i bliskości, ale nie zgadza się na rezygnację z własnej podmiotowości.
To, jak traktujemy siebie w dorosłym życiu, silnie wiąże się z tym, jak byliśmy traktowani jako dzieci. Jeżeli w dzieciństwie obowiązywała zasada „moje uczucia się nie liczą, ważne, żeby inni byli zadowoleni”, łatwo przenieść ją do dorosłych relacji.
Jednym z przykładów jest parentyfikacja – sytuacja, w której dziecko przejmuje zadania emocjonalne lub organizacyjne osoby dorosłej. W dorosłości może to skutkować trudnością w mówieniu „nie”, poczuciem odpowiedzialności za emocje partnera czy wchodzeniem w związki, w których trzeba stale „ratować” drugą osobę.
Miłość do siebie w takim kontekście oznacza często pierwszy, bardzo trudny krok: uznanie, że moje emocje i potrzeby nie są mniej ważne niż emocje i potrzeby innych. To nie egoizm, ale korekta dawnego wzorca, który przestał być adaptacyjny.
Badania nad interwencjami ukierunkowanymi na rozwój samowspółczucia wskazują, że jest to umiejętność, którą można trenować – podobnie jak uważność czy regulację emocji. Programy takie jak Mindful Self-Compassion (MSC) czy krótsze treningi samowspółczucia prowadzą do spadku objawów depresji, lęku i stresu oraz do wzrostu dobrostanu i poczucia własnej wartości.
W praktyce kilka kierunków pracy jest szczególnie istotnych dla relacji:
Praca nad miłością do siebie nie musi odbywać się wyłącznie w terapii indywidualnej. W niektórych przypadkach pomocne bywają procesy grupowe, warsztaty oraz psychoedukacja, które pomagają nazwać doświadczenie i zobaczyć, że trudność z troską o siebie nie jest „indywidualną porażką”, lecz dość częstym skutkiem konkretnych uwarunkowań społecznych i rodzinnych. Więcej o tym piszemy w artykułach dotyczących bezradności w kulturze sukcesu oraz stanu zdrowia psychicznego Polaków.
Są sytuacje, w których kluczowe nie jest to, czy ktoś „za bardzo dba o siebie”, ale to, czy sama relacja jest bezpieczna. Jeżeli w relacji pojawia się przemoc fizyczna, psychiczna, ekonomiczna lub seksualna, gaslighting, chroniczne upokarzanie czy izolowanie od bliskich, to priorytetem staje się ochrona bezpieczeństwa, nie dalsze „dostosowywanie się” czy „praca nad komunikacją” w pojedynkę.
W takich sytuacjach rozwijanie miłości do siebie to przede wszystkim praca nad uznaniem własnego prawa do bezpieczeństwa, wsparcia i szacunku. Może to oznaczać:
W takich kontekstach „miłość do siebie” nie jest dodatkiem do relacji, ale warunkiem przetrwania psychicznego. Pytanie „czy to egoizm, że chcę zadbać o siebie” bywa wówczas elementem wewnętrznego konfliktu podtrzymywanego przez przemoc, a nie realną oceną sytuacji.
Miłość do siebie w rozumieniu psychologicznym jest bliższa samowspółczuciu niż prostym hasłom o „stawianiu siebie na pierwszym miejscu”. Obejmuje życzliwość wobec siebie, świadomość wspólnego człowieczeństwa oraz uważność wobec własnych przeżyć. Badania sugerują, że taka postawa wiąże się z lepszym funkcjonowaniem w relacjach: większą satysfakcją, większą zdolnością do konstruktywnego rozwiązywania konfliktów i większą gotowością do naprawy po sporze.
Granica między troską o siebie a egoizmem nie przebiega na poziomie słów, ale funkcji: czy moje działania służą ochronie i możliwości dialogu, czy raczej karze, kontroli i zamknięciu rozmowy. Miłość do siebie, która wspiera relacje, pozwala powiedzieć „ja też się liczę” bez odbierania prawa do tego samego drugiej osobie. W wielu przypadkach wymaga to stopniowej pracy nad regulacją emocji, wzorcami przywiązania i doświadczeniami z przeszłości – ale jest możliwe.
Ten tekst ma charakter edukacyjny i informacyjny. Nie zastępuje diagnozy, psychoterapii ani indywidualnej konsultacji ze specjalistą zajmującym się zdrowiem psychicznym.
Decyzja o tym, aby umówić się do specjalisty od zdrowia psychicznego bywa...
Jednym z najczęściej zadawanych pytań na kozetce u psychologa albo psychoterapeu...
Zawód psychologa cieszy się z roku na rok coraz większym zainteresowaniem...